Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Wersja z 2017-10-13

Dlaczego na Ziemi z pewnością zdarzały się wielkie katastrofy?

Do napisania tego artykułu sprowokowała obecna sytuacja na polskim rynku wydawnictw paleontologicznych. Od lat nie mamy bowiem nowoczesnego, systematycznego podręcznika paleontologii, a skądinąd oryginalne, momentami ciekawie napisane i kilkakrotnie wznawiane „Dzieje życia na Ziemi” nie do końca spełniają wymagania stawiane podręcznikom.

Autor tej publikacji, prof. Jerzy Dzik, prezentuje w nim bowiem szereg hipotez, które nie mieszczą się w głównym nurcie nauki, i jako takie nie powinny być w ogóle omawiane w podręcznikach. Z zagadnień ogólnych wymienić tu można zaskakującą tezę, jakoby tempo ewolucji było największe, gdy warunki środowiska pozostają stałe. Z zagadnień szczegółowych uderza zwłaszcza upieranie się autora przy dawno już odrzuconym poglądzie, że ptaki nie wywodzą się z dinozaurów, ale ze pewnej słabo poznanej, rzekomej linii rozwojowej gadów, określanej czasem jako Avicephala. Tymczasem dziś, w obliczu opisania wielu gatunków upierzonych dinozaurów, nie ma już w zasadzie rzetelnych paleontologów, którzy wciąż jeszcze usiłowaliby negować związki ptaków z celurozaurami z grupy Maniraptora. Pokrewieństwo zaś form łączonych kiedyś w grupę Avicephala (czyli istnienie tej linii rozwojowej) nie jest już właściwie w ogóle brane poważnie pod uwagę.

Każdy ma oczywiście prawo publikować swoje prywatne poglądy, jednak podręcznik powinien bazować głównie na tym, co jest powszechnie uznawane w świecie nauki. Wytworzyła się sytuacja niekomfortowa dla polskiego studenta, który biorąc do ręki dzieło prof. Dzika otrzymuje bardzo zafałszowany w niektórych miejscach obraz współczesnej paleontologii.

Poglądy na dzieje biosfery

Tematem tego artykułu będzie jeszcze jedna niezgodność „Dziejów życia na Ziemi” z oficjalną nauką, mianowicie ta dotycząca kwestii katastrof w przeszłości naszej planety. Prof. Dzik bądź w ogóle nie dopuszcza istnienia takich katastrof, bądź neguje wielki wpływ, jaki wywarły na dzieje ziemskiej biosfery. Tymczasem zdanie współczesnej nauki jest w tej sprawie całkiem inne: wielu wybitnych paleontologów przyjmuje za wiarygodne wystąpienie w przeszłości rozmaitych zdarzeń, które były przyczyną masowego wymierania i gwałtownego przyśpieszenia zmian ewolucyjnych. W szczególności zaś, wbrew temu, co można przeczytać w podręczniku Dzika, współczesna nauka uważa, że upadek asteroidy 66 mlt.1 był przyczyną zagłady dinozaurów lub przynajmniej do tej zagłady przyczynił się w sposób istotny. A jeśli nawet brane są pod uwagę inne możliwe przyczyny wymierania na granicy kredy i paleogenu, to także one mają charakter ogólnoplanetarnych katastrof2.

W kwestii istnienia bądź nieistnienia w przeszłości jednostkowych zdarzeń, powodujących zdziesiątkowanie form życia na naszej planecie, od bardzo już dawna ścierają się dwa poglądy. Pierwszy, gradualizm, neguje ich istnienie i dopuszcza wyłącznie powolne, stopniowe zmiany organizmów, drugi zaś, katastrofizm, dopuszcza istnienie katastrof w dziejach Ziemi. Gradualizmowi zwykle towarzyszy przekonanie, że w historii Ziemi działały wyłącznie siły, które występują i obecnie. Pogląd taki określa się jako aktualizm geologiczny. Temat ten przedstawiono dokładniej w artykule poświęconym założeniom ewolucjonizmu.

Aktualizm, czyli przekonanie o powolnym charakterze zmian geologicznych, łączono z gradualizmem i w ogóle z ewolucjonizmem. Katastrofizm uważany jest natomiast przez niektórych za koncepcję antyewolucyjną. Jest to jednak zbyt daleko idące uproszczenie. Istnienie w przeszłości gwałtownych wydarzeń, wpływających na całą planetę, nie wymusza bynajmniej kreacjonistycznego założenia o konieczności następujących po nich, wielokrotnych i nadnaturalnych aktów stwarzania. Jeśli wierzyć nowszym analizom3, pospolitym błędem jest przypisywanie takiego łączenia poglądów twórcy teorii katastrof, George’owi Cuvierowi. Okazuje się, że wręcz przeciwnie, stwierdzał on wprost, że katastrofy miały charakter ograniczony, i że przeżywały je niektóre organizmy, które rekolonizowały następnie zniszczone obszary. Nie ma więc jego zdaniem podstaw, by zakładać, że po każdej katastrofie zachodził kolejny akt stworzenia. Takie domniemania nie są zatem dziełem Cuviera (który tym samym okazuje się o wiele mniej kontrowersyjnym badaczem niż niektórzy chcieliby dziś wierzyć), ale raczej redaktora jego książki, a także jego ucznia, Alcide’a d’Orbigny.

Aktualizm geologiczny rozumiany dosłownie uniemożliwia wyjaśnienie powstania naszej planety. Wiemy przecież, że był w dziejach wszechświata okres, gdy Ziemi jeszcze nie było, a do jej ukształtowania się przyczyniły się całkiem inne siły niż te, które działają na niej obecnie. Jeśli zasada aktualizmu miałaby być słuszna, musiałaby zacząć działać dopiero począwszy od jakiegoś momentu. Od razu rodzi się pytanie, od jakiego momentu, i dlaczego właśnie od tego.

Fakt, że Ziemia nie istnieje odwiecznie, każe postrzegać jej trwanie jako pewien proces. Przez długi czas na naszej planecie nie było praktycznie wolnego tlenu, i już tylko sam ten fakt musiał powodować, że zachodziły na niej inne niż dziś zjawiska geologiczne. Inny był rozkład oceanów i kontynentów, inna była grubość skorupy. Mamy dowody, by sądzić, że Księżyc krążył kiedyś bliżej niż obecnie. Wszystkie te czynniki wpływały niewątpliwie na zakres i intensywność wulkanizmu czy erozji, które musiały mieć inne natężenie niż mają dziś.

Zatem aktualizm geologiczny nie powinien być rozumiany dosłownie, zresztą przekonanie, że istnieją uniwersalne doktryny nadające się do bezwarunkowego zastosowania w każdej sytuacji jest zupełnie bezzasadne i nieracjonalne. O wiele bardziej usprawiedliwione jest metodologiczne rozumienie uniformitarianizmu jako doktryny, zgodnie z którą znajomość współczesnych procesów i skutków ich działania pozwala na poprawną interpretację zjawisk geologicznych zachodzących w przeszłości, bez niezbędnego warunku, że zachodziły one w taki sam sposób i z taką samą intensywnością, jak dziś.

Niektórzy do dziś rozumieją aktualizm w jeszcze inny sposób, mianowicie jako antykatastrofizm – doktrynę negującą istnienie w przeszłości katastrof na Ziemi, zachodzących na skalę całej planety czy choćby kontynentu. I znów trzeba stwierdzić po raz kolejny, że takie stanowisko jest nieuprawnionym wypaczeniem zasady uniformitarianizmu. W istocie bowiem uniformitarianizm we współczesnym rozumieniu podkreśla, że procesy geologiczne mają źródło naturalne, tzn. że nie są powodowane przez czynniki nadnaturalne. Nic natomiast nie mówi o rodzaju tych naturalnych czynników. Błąd polega tu na arbitralnym przyjęciu czasu trzech ostatnich tysięcy lat jako bazy, która miałaby jakoby zawierać wszystkie typy zjawisk wpływających na geologiczne zmiany na naszej planecie. Tymczasem na Ziemi zdarzają się zjawiska zdarzające się rzadziej, a nawet znacznie rzadziej. Można więc postawić pytanie, dlaczego baza została ustawiona na 3000 lat, a nie na 3 lata albo 3 ostatnie sekundy; równie dobrze można by przecież ją wydłużyć tak, by obejmowała 3 miliony lat, albo nawet i 3 miliardy lat.

Istnieją procesy wpływające na kształt Ziemi, które zachodzą stale, i w ich wypadku długość bazy nie ma znaczenia. Są jednak też doskonale znane nauce zjawiska, które występują tylko okresowo. Należą do nich na przykład potężne erupcje wulkanów. Określenie „potężne” jest oczywiście umowne; na szczęście nauka dysponuje narzędziami bardziej obiektywnymi. Do porównywania siły wybuchów wulkanów służy mianowicie indeks eksplozywności wulkanicznej VEI (z ang. Volcanic Explosivity Index), bazujący na objętości magmy, bomb, pyłów i gazów wydostających się z wulkanu. Jest to wskaźnik logarytmiczny: dwa wybuchy o indeksie VEI różniącym się o jednostkę mają siłę różniącą się dziesięć razy.

W XX wieku trzema największymi były erupcja wulkanu Novarupta na Alasce w roku 1912, Pinatubo na Filipinach w roku 1991 oraz Santa María w Gwatemali w roku 1902; każdej z nich (i dziewięciu innym) przypisano VEI = 6, co oznacza ponad 10 km3 wyrzuconego materiału. Podobną siłę miała erupcja Krakatau w Indonezji w 1883 oraz Puyehue w Chile w 2011. W każdym momencie na Ziemi trwają jakieś wulkaniczne erupcje, jednak jak widać nie zawsze mają one na tyle dużą siłę, by wpływać na całą planetę. Takie ogólnoplanetarne oddziaływanie miał na przykład wybuch wulkanu Pinatubo, który spowodował globalne obniżenie temperatury średnio o pół stopnia. Można więc właściwie powiedzieć, że miał on charakter ogólnoplanetarnej katastrofy, co już zadawałoby kłam antykatastrofistom.

W niedawnej historii zdarzały się jeszcze potężniejsze erupcje. Według niektórych źródeł w ciągu ostatnich 3 tysięcy lat miało miejsce 6 wybuchów o indeksie VEI = 7; inne źródła szacują ilość takich erupcji na zaledwie 4 w ciągu ostatnich 10 tys. lat. Mowa o zjawiskach skutkujących ponad 100 km3 wyrzuconego materiału. Należała do nich z pewnością jedynie erupcja wulkanu Tambora w Indonezji w roku 1815, której skutkiem był „rok bez lata” i klęska głodu w Europie. Inne podobne zdarzenia nie zostały dostatecznie udokumentowane. Mógł do nich należeć wybuch indonezyjskiego wulkanu Rinjani w roku 1257, co stwierdzono w wyniku badań popiołów znalezionych w lodach Arktyki i Antarktydy. Podobną siłę mogła mieć erupcja Taupo na Nowej Zelandii w 180 n.e., a także słynny wybuch wulkanu na wyspie Thera (obecnie Santoryn) w Grecji; najnowsze badania szacują jego datę na rok 1627 lub 1613 p.n.e.

Już choćby z tych danych wynika, że w dziejach Ziemi obok zwykłych, cały czas trwających procesów, zdarzały się od czasu do czasu zjawiska o potężnej sile, mogące oddziaływać na całą planetę. Jeśli wybuch wulkanu o indeksie VEI = 6 może wywołać obniżenie temperatury na całej planecie o 0,5°C, a erupcja o indeksie VEI = 7 skutkuje klęską głodu, to jakie skutki wywołuje wybuch jeszcze dziesięciokrotnie silniejszy? Erupcje superwulkanów o VEI = 8 są na tyle rzadkie, że całkowicie wymykają się przedziałowi czasowemu 3000 lat zaproponowanemu przez Lyella i nie były odnotowane w źródłach pisanych. Jak się szacuje, ostatni tak potężny wybuch miał miejsce około 26,5 tysiąca lat temu i dotyczył wulkanu Taupo. Jeszcze silniejsze mogły być wybuch wulkanu Toba na Sumatrze ok. 73 tys. lat temu oraz wybuch superwulkanu Yellowstone ok. 600 tys. lat temu. Wybuch Toby miał skutki ogólnoplanetarne – efektem zmian klimatycznych, które wybuch ten spowodował, był gwałtowny spadek liczby ludzi na Ziemi do zaledwie kilku tysięcy (dowodzą tego badania genetyczne). Fakty te wskazują na całkowitą arbitralność bazy czasowej 3000 lat przyjętej przez Lyella, w każdym bowiem razie na Ziemi dochodziło do zdarzeń znacznie rzadszych, o potężnym natężeniu, których wpływ na skorupę ziemską i na biosferę nie mógł być niezauważalny.

aaa

Przypisy

1 mlt. = milionów lat temu.

2 Jako alternatywną przyczynę rozważa się tu głównie gigantyczne wypływy lawy, które utworzyły tzw. trapy dekańskie.

3 Szerzej o tym problemie traktuje nasz wspaniały i słusznie nagradzany popularyzator nauki doktor Marcin Ryszkiewicz w swojej pierwszej książce „Mieszkańcy światów alternatywnych czyli historia naturalna rozumu” (Warszawa 1987, Wiedza Powszechna, ISBN 978-83-21404-49-3). Choć liczy sobie już trochę lat, jest to wciąż cenna pozycja, którą powinien przeczytać każdy zainteresowany omawianą tu tematyką.



Inne artykuły z dziedziny biologiiStrona główna witrynyKoniec świata i wielkie katastrofy w historii Ziemi