Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Wersja z 2014-10-15

Grzegorz Jagodziński

Reguły fonetyczne i prawa językowe

Spis treści

  1. Wstęp
  2. Prawo Zipfa
  3. Reguła Dybo
  4. Reguła Osthoffa
  5. Reguła Raska-Grimma
  6. Reguła Vernera
  7. Reguła Wintera

Wstęp

Języki nie są niezmienne. W ciągu dziejów zachodzą w nich różne zmiany, czasem zdumiewająco szybkie, w wyniku których język praprawnuków nie zawsze jest byłby już w pełni zrozumiały dla ich prapradziadów. Bywa i tak, że języki ulegają dyferencjacji (zróżnicowaniu): potomkowie dwóch braci żyjący kilkaset lat później nie umieją się już nawzajem zrozumieć. Jednym z elementów występujących w procesach liniowego rozwoju i różnicowania języka są zmiany fonetyczne. W ich wyniku te same wyrazy (czy dokładniej formy wyrazowe) zmieniają swoją wymowę.

Zwolennicy teorii rozwoju języka określanej jako podejście młodogramatyczne wierzą, że wszystkie zmiany fonetyczne są regularne. Według nich język podlega zmianom, które określane są często mianem praw językowych. I właśnie one stanowią przedmiot tego artykułu.

Choć termin „prawo językowe” często występuje w literaturze i w codziennym użyciu wśród językoznawców, to jest to jednak termin niewłaściwy, nadany niesłusznie. Prawa bowiem są prawidłowościami działającymi zawsze, w każdym czasie, oczywiście pod pewnymi warunkami, które także nie są ograniczone w czasie ani przestrzeni. Światło zawsze załamie się przy przejściu z jednej fazy do drugiej, i to zawsze zgodnie z prawem załamania. Nie ma znaczenia, czy dzieje się to dziś, czy też działo się to na przykład w czasach rzymskich. Natomiast tzw. „prawa językowe” mają działanie ograniczone w czasie i odnoszą się tylko do jednego języka (a nawet dialektu). Na przykład w historii języka polskiego w pewnym, ściśle określonym przedziale czasowym, dźwięk „e” zmienił się w określonych warunkach w „o”. Zmiana ta jednak nie miała charakteru prawa, bo po pierwsze nie objęła na przykład pokrewnego języka czeskiego, a po drugie po pewnym czasie przestała zachodzić. Zapożyczony wyraz *anieł (asterysk, czyli gwiazdka, oznacza, że forma ta nie jest / niekoniecznie jest zaświadczona w dokumentach pisanych, ale mamy niemal pewność, że naprawdę istniała) zaczęto więc wypowiadać anioł (choć wciąż mówimy aniele), ale już wyraz diabeł takiej zmianie nie podległ. Stało się tak, bo w epoce działania „prawa” brzmiał jeszcze trochę inaczej, a gdy w końcu zaczęto go wymawiać tak jak dziś, prawo już nie działało.

Z powodu ograniczoności działania „praw” językowych niektórzy wolą je nazywać regułami językowymi albo nawet po prostu zmianami fonetycznymi, i poglądowi takiemu należy w pełni przyznać rację. Dlatego też na tej witrynie nie będziemy mówić o prawie zmiany e w o, ale o regule fonetycznej, zgodnie z którą taka zmiana nastąpiła. Okazuje się jednak, że istnieją także rzeczywiste prawa językowe, którym podlega każdy język, i które są niezależne od czasu. Wobec takich właśnie prawidłowości użycie terminu „prawo” jest w pełni uzasadnione.

Nie miejsce tu, by szczegółowo rozstrzygać, czy młodogramatycy mają rację, głosząc istnienie bezwyjątkowych reguł rozwoju fonetycznego (błędnie określanych często jako „prawa” językowe). Obserwacje pokazują jednak, że nie każdy element języka jest produktem działania regularnych zmian. Reguły rozwoju krzyżuje bowiem nader często analogia, dbająca o względną regularność morfologii i eliminująca z języka nadmierną ilość wyjątków (regularnych z punktu widzenia reguł rozwoju fonetycznego). Np. choć w każdym wyrazie typu anioł powinna istnieć dziś wymiana o : e (jak w anioł : aniele), to jednak wiele wyrazów wymianę tę usunęło, przeprowadzając wyrównanie morfologiczne (stąd dziś mówimy w języku literackim miotła : miotle, choć w dialektach wyrównanie poszło w drugim kierunku, i stąd mamy tam mietła : mietle). Wielu językoznawców przyznaje (choć wciąż niezbyt chętnie, mimo wyraźnej wymowy faktów), że w języku zachodzą także zmiany nieregularne niemające charakteru analogii, ale uproszczeń z powodu częstości użycia. Sformułowano nawet prawo językowe, które ujmuje to zjawisko od strony statystycznej (zob. niżej prawo Zipfa). Wiele jest też przykładów, gdy rozprzestrzeniają się formy niestandardowe, nieoczekiwane w danym języku czy dialekcie, bo zapożyczone z innych (często blisko spokrewnionych) języków czy dialektów, w których działały inne reguły rozwoju. W naszym języku znakomita większość słowiańsko brzmiących wyrazów zawierających literę h w polskiej ortografii (reprezentująca niegdysiejszą dźwięczną spółgłoskę krtaniową) to właśnie zapożyczenia (z czeskiego, ukraińskiego lub białoruskiego) – gdyby w języku działały tylko reguły fonetyczne, żaden wyraz nie posiadałby nigdy takiego dźwięku (np. druh, choć drugi, oba pochodzące z tego samego wyrazu prasłowiańskiego). Niekiedy wreszcie pojawiają się formy nieregularne z powodów, których nie jesteśmy w stanie określić, być może po prostu dlatego, że bezwyjątkowość procesów językowych jest w rzeczywistości jedynie postulatem teoretycznym, który niekoniecznie jest spełniony w 100% (tu możemy wymienić rzadki już dziś przyimek ku, którego oczekiwaną postacią byłoby **kie, obok k, które do niedawna rzeczywiście w języku funkcjonowało; dwie gwiazdki oznaczają, że podana forma nie tylko nie jest zaświadczona, ale wręcz wcale nie twierdzimy, że kiedykolwiek występowała).

Mimo niewątpliwego działania analogii, zmian nieregularnych różnego typu oraz ciągłego dokonywania zapożyczeń z różnych źródeł, to właśnie reguły i prawa mają największe znaczenie w badaniach przeszłości języka, często (nie do końca słusznie) utożsamianych z etymologią wyrazów. Historia językoznawstwa sprawiła, że pewne ważne prawa i reguły językowe zaczęto ściśle wiązać z osobą naukowca, który je odkrył czy też sformułował. Poniżej przedstawimy pewną ilość takich właśnie reguł i praw nazwanych od nazwiska, i wyjaśnimy, na czym one polegają. Taki podręczny wykaz okaże się z pewnością przydatny każdemu, kto nie jest wysokiej klasy specjalistą, a mimo to interesuje się etymologią uprawianą zgodnie z wymogami nauki. Do tych praw czy reguł często bowiem odwołują się autorzy słowników etymologicznych i innych tego typu wydawnictw.

Prawo Zipfa

Prawo to (prawidłowość odnosząca się do każdego języka, i obowiązująca stale) mówi, że częstość użycia określonego elementu językowego (wyrazu, morfemu, dźwięku) jest, statystycznie biorąc, proporcjonalna do jego długości lub złożoności. Z prawa Zipfa wynika na przykład, że często używane wyrazy łatwiej podlegają nieregularnym zmianom językowym prowadzącym do ich skrócenia. Przykłady takiego nieregularnego rozwoju zasługują na osobny artykuł. Tu podamy tylko jeden: angielski zaimek it pochodzi od staroangielskiego hit, a nieregularna zmiana fonetyczna (opuszczenie nagłosowego dźwięku h-) zaszła właśnie z powodu wielkiej częstości użycia.

Reguła Dybo

W pierwotnym sformułowaniu reguła Dybo miała oznaczać skrócenie wszystkich pretonicznych samogłosek długich (zarówno pierwotnych, jak i powstałych z grupy samogłoska + laryngalna), tj. takich, które występowały w sylabie przedakcentowej. Reguła ta działała w wielu przypadkach na pewno w językach italoceltyckich, nie działała np. w grece i sanskrycie.

W językach germańskich skrócenie zachodziło tylko wówczas, gdy po długiej samogłosce następował rezonant (*i, *u, *m, *n, *r, *l). Kilka najlepiej znanych przykładów:

Por. PIE *seH1-tí- ‘nasiono’ > PG *sǣdi (bez skrócenia, gdyż brak rezonantu; pozycję akcentu wskazuje -d- na mocy reguły Vernera, por. goc. sēþs, stnord. sāð, ang. seed).

Reguła Osthoffa

Opisywana tu prawidłowość polegała na skróceniu wszystkich długich dyftongów i kwazidyftongów przed spółgłoską, albo inaczej mówiąc, na skróceniu każdej długiej samogłoski (pierwotnej lub rozwiniętej z samogłoski i laryngalnej), po której stał rezonant (i, u, m, n, r, l), a następnie jeszcze jedna spółgłoska. Wiadomo, że proces taki nie zaszedł w językach indoirańskich. Przyjmuje się często, że zaszedł w „europejskich” gałęziach rodziny indoeuropejskiej, tj. w bałtosłowiańskim, germańskim, italoceltyckim i greckim, przy czym tylko dwie ostatnie grupy nie wzbudzają wątpliwości. Działanie reguły było w rozmaity sposób ograniczone. W germańskim w wypadku dyftongów prawdziwych (zakończonych na *i, *u) skrócenie samogłoski zachodziło w pozycji wygłosowej i przed dwiema spółgłoskami. Przykłady:

W innych warunkach niż podane długie dyftongi traciły końcowy element i, u. Przykłady:

Reguła Raska-Grimma

Reguła Raska-Grimma odegrała szczególną rolę w dziejach językoznawstwa diachronicznego, była bowiem w zasadzie w ogóle pierwszą prawidłowością rozwoju języka, która została ściśle sformułowana i udokumentowana licznymi przykładami. Bywa podwójnie, a nawet potrójnie błędnie określana jako prawo Grimma. Po pierwsze, została ona sformułowana po raz pierwszy przez Raska (dlatego tego nazwiska nie powinno się pomijać), natomiast Grimm ją jedynie rozwinął. Po drugie, nie jest to prawo, ale reguła. Różnicę tę wyjaśniliśmy we wstępie. Po trzecie, tak naprawdę mamy tu do czynienia z dwiema niezależnymi regułami, które zaszły kolejno, w dodatku zapewne w pewnym odstępie czasowym.

Zespół procesów fonetycznych określanych ogólnie jako reguła Raska-Grimma nazywa się także pierwszą germańską przesuwką spółgłosek. Nazwa ta sugeruje, że pewne spółgłoski „przesunęły się” w germańskim systemie fonologicznym, zajmując miejsce innych. W rezultacie tego procesu:

  1. PIE zwarte bezdźwięczne *p, *t, *k, *kʷ stały się (nieznanymi wcześniej w języku) szczelinowymi *f, *þ, *x, *xʷ,
  2. PIE zwarte dźwięczne nieprzydechowe *b, *d, *g, *gʷ stały się zwartymi bezdźwięcznymi *p, *t, *k, *kʷ (przesunęły się na miejsce starych zwartych bezdźwięcznych),
  3. PIE zwarte dźwięczne przydechowe *bh, *dh, *gh, *gʷh stały się zwartymi dźwięcznymi nieprzydechowymi *b, *d, *g, *gʷ (czyli przesunęły się na ich miejsce).

W powyższych regułach nie ma mowy o PIE welarnych spalatalizowanych *ḱ, *ǵ, *ǵh, ponieważ już wcześniej zlały się one ze zwykłymi welarnymi *k, *g, *gh (germański to język centum). Niezależnie od tego drobiazgu powyższe sformułowanie przesuwki pozostaje nieścisłe, zwłaszcza w ostatnim punkcie. Wyjaśnimy sobie te nieścisłości po kolei.

Pierwsza reguła Raska-Grimma (punkt pierwszy wyżej) oznaczała w pierwszej fazie uzyskanie przez zwarte bezdźwięczne silnego przydechu: *ph, *th, *kh, *kʷh. Wkrótce potem mogła się rozpocząć faza druga (punkt drugi powyżej), ponieważ nowe zwarte bezdźwięczne były początkowo nieprzydechowe, różniły się zatem diametralnie od starych, tak że nigdy nie dochodziło do mieszania obu szeregów. Tak naprawdę jednak nie ma silnych przesłanek, by ustalić rzeczywistą chronologię obu tych procesów. Dopiero na kolejnym etapie z przydechowych powstały spiranty. Początkowo *ph rozwinęło się w wargowy spirant , dopiero później rozwinęło się z niego *f. Podobnie dopiero po długim czasie spirant welarny *x oraz jego labializowany odpowiednik *xʷ uległy osłabieniu do dźwięków laryngalnych (przydechów), zapewne już na etapie istnienia niezależnych języków germańskich. Pierwsza reguła Raska-Grimma nie zachodziła po *s (dziś w językach germańskich nowe spółgłoski zwarte bezdźwięczne też nie są przydechowe po s). W grupie dwóch spółgłosek zwartych bezdźwięcznych zmianie ulegała tylko pierwsza (np. *-pt- dawało *-ft-), przy czym na miejscu *-tt- pojawiło się *-st- (zmiana ta była zapewne starsza niż przesuwka germańska). Rezultaty pierwszej reguły Raska-Grimma uległy wkrótce działaniu reguły Vernera (p.).

Druga reguła Raska-Grimma zaszła dopiero po tym, jak dawne zwarte bezdźwięczne zmieniły się na tyle, by „zrobić miejsce” dla zmiany (tak, by nie doszło do zmieszania obu szeregów). Izolacja była bezwyjątkowa, z czego wynika, że język germański musiał być w owym czasie jeszcze bardzo jednolity i używany na niezbyt rozległym obszarze. Z czasem (już po zakończeniu frykatywizacji na mocy pierwszej reguły Raska-Grimma) nowo powstałe zwarte spółgłoski bezdźwięczne uzyskały przydech (z wyjątkiem pozycji po s), w dzisiejszych językach germańskich występujący w wymowie zwłaszcza na początku wyrazu lub przed samogłoską akcentowaną. W dialektach wysokoniemieckich przydech ten okazał się tak silny, że doprowadził do kolejnej, charakterystycznej dla tego obszaru zmiany fonetycznej, zwanej drugą przesuwką germańską.

Zmiana fonetyczna wyszczególniona wyżej pod numerem 3 (*bh, *dh, *gh, *gʷh > *b, *d, *g, *gʷ) oznaczała pierwotnie frykatywizację zwartych (do *β, *δ, *γ, *γʷ). Odmianki zwarte (*b, *d, *g, *gʷ) rozwinęły się początkowo tylko po nosowej (*m, *n), zapewne nieco później nagłosowe *δ > *d i podobnie (jeszcze później?) nagłosowe *β > *b. Dalszy rozwój następował już w poszczególnych językach i doprowadził do różnych rezultatów. We współczesnych językach germańskich „dźwięczne” b, d, g różnią się od „bezdźwięcznych” p, t, k nie dźwięcznością, ale tym, że są słabsze, tj. wymawiane krócej i z mniejszym napięciem organów artykulacyjnych. Ich dźwięczność jest więc jedynie fakultatywna (często wymawia się więc spółgłoski słabe tzw. oddźwięcznione). Jedynie w dialektach wysokoniemieckich dawne słabe *d uległo zmianie w mocne *t (proces ten jest częścią tzw. drugiej przesuwki germańskiej), podobnej zmianie uległy też słabe geminaty. Ten proces jednak zdecydowanie nie należy już do reguły Raska-Grimma.

Najlepiej przyjąć, że symbole *b, *d, *g, *gʷ często używane w zapisach form języka ogólnogermańskiego są celowo niedookreślone, i zasadniczo oznaczają dźwięki szczelinowe, a nie zwarte. Były one zatem pierwotnie zasadniczo słabymi (dźwięcznymi lub „oddźwięcznionymi”) odpowiednikami mocnych *f, *þ, *x, *xʷ, a nie *p, *t, *k, *kʷ.

Reguła Vernera

Proces ten zaszedł w dziejach rozwoju języka ogólnogermańskiego i polegał na udźwięcznienie (faktycznie: osłabieniu) spirantów *f, *þ, *x, *xʷ, *s do *b, *d, *g, *gʷ, *z – zob. reguła Raska-Grimma odnośnie znaczenia tych symboli. Zmiana taka zaszła w większości wypadków, z wyjątkiem pozycji:

Na początku wyrazu stale pozostają dawne *f, *þ, *x, *xʷ, *s, ale osłabieniu ulega *x w przedrostku *xa- > *ga- (zachowanym do dziś w niemieckim jako ge-). Podobny proces obejmuje też (później?) w większości języków germańskich niektóre wyrazy zwykle nieakcentowane, zwłaszcza zaimki (stąd początkowe udźwięcznienie w ang. this, that).

Wewnątrz wyrazu i w wygłosie udźwięcznienie zachodzi po samogłosce nieakcentowanej, stąd dublety zakończeń fleksyjnych, np. -s ~ -z. Proces ten musiał nastąpić przed ustabilizowaniem akcentu na pierwszej sylabie, był zatem zapewne starszy niż udźwięcznienie w przedrosku *xa-. Możliwe więc, że reguła Vernera była dość rozciągnięta w czasie, tzn. działała na przestrzeni stosunkowo długiego okresu.

Niektórzy próbują ograniczać działanie reguły Vernera w pozycji wygłosowej do języków północno-zachodnio-germańskich. Pogląd taki nie jest jednak niczym umotywowany. W języku gockim, jedynym dość dobrze znanym języku germańskim nienależącym do grupy północno-zachodniej, doszło bowiem do procesu znanego także w wielu innych językach (np. w niemieckim, ale zasadniczo także w polskim i starofrancuskim, pomijając łączenie międzywyrazowe) i polegającego na ubezdźwięcznieniu wszystkich obstruentów (tj. zwartych i szczelinowych) wygłosowych. Stąd w gockim np. końcowe *-z cofnęło się z powrotem do postaci -s (mieszając się z -s zachowanym w starych oksytonach, tj. w wyrazach pierwotnie akcentowanych na ostatnią sylabę).

Regułę Vernera należy odnieść do okresu przed zmieszaniem *a z *o (bowiem PG *gʷ, zarówno pierwotne, jak i powstałe z *xʷ w wyniku zajścia reguły Vernera, straciło labializację i rozwinęło się w *g przed *j w rdzeniach zawierających PIE *o, ale nie *a).

Reguła Wintera

Mianem reguły Wintera obejmujemy proces fonetyczny, który zaszedł w okresie wspólnego języka bałtosłowiańskiego (jest więc jednym z argumentów, że rzeczywiście istniał okres, gdy językowi przodkowie np. Litwinów, Polaków i Rosjan nie różnili się jeszcze mową). Otóż wszystkie krótkie samogłoski w tym języku wzdłużyły się, jeśli bezpośrednio po nich znajdowała się indoeuropejska zwarta spółgłoska dźwięczna nieprzydechowa (*b, *d, *ǵ, *g, *gʷ), a powstała długa samogłoska otrzymała intonację akutową. W innym, bardziej prawdopodobnym sformułowaniu zakłada się, że przed dowolną zwartą dźwięczną nieprzydechową, poprzedzoną samogłoską, rozwijała się spółgłoska laryngalna. Powstałe w ten sposób grupy samogłoska + laryngalna zmieszały się całkowicie z istniejącymi już wcześniej grupami tego typu, zawierającymi laryngalne odziedziczone z prajęzyka. Samogłoski długie akutowane rozwinęły się natomiast dopiero po zaniku laryngalnych (zarówno pierwotnych, jak i powstałych między samogłoską a zwartą spółgłoską dźwięczną). Przed dźwięcznymi przydechowymi laryngalne nie powstawały. Działanie reguły Wintera hamowała także obecność nosowej (m, n), a zapewne także s, bezpośrednio po spółgłosce zwartej.

Przykłady:

Początkowo reguła Wintera była przyjęta przez lingwistów historycznych i diachronicznych z dystansem, uważano bowiem, że zbyt wiele wyjątków podaje w wątpliwość jej realność. Między innymi pewnie dlatego całkowicie ignorują ją wydane dotąd w Polsce słowniki etymologiczne (a szkoda!). Badania ostatnich lat wykazały jednak, że wyjątki od reguły Wintera mają prawie zawsze charakter pozorny. Np. woda to formacja analogiczna, pierwotnie po rdzeniu *wod- tego wyrazu następowała od razu spółgłoska *-n-, która uniemożliwiała zajście reguły Wintera. Oczekiwane wzdłużenie mamy jednak w pokrewnym wyrazie wiadro < vědro < *weHd-rom < *wed-rom, w którym -n- nigdy nie występowało.

W wielu wypadkach braku wzdłużenia rekonstruowano zwartą dźwięczną tylko na podstawie obecności zwartej bezdźwięcznej w językach germańskich. W tym znów wypadku okazało się, że w rzeczywistości w prajęzyku wyrazy te miały dźwięczną przydechową, która w germańskim uległa działaniu reguły Klugego (p.), wcześniej też nieznanej lub ignorowanej. Paradoksalnie więc, niedoceniana wcześniej reguła Wintera pomogła poprawić szereg błędnych rekonstrukcji indoeuropejskich.