Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Artykuł został opublikowany także na witrynie eioba.
Wersja z 2009-01-17


Grzegorz Jagodziński

Strona bierna w języku polskim

W ostatnich czasach istnienie gramatycznej kategorii strony jest poddawane krytyce. Wbrew stanowisku powielanym przez autorów pewnych niedawno wydanych podręczników wydaje się jednak, że wyróżnienie tej kategorii jest jednak w polskiej gramatyce uzasadnione, a argumenty przeciwników tego poglądu są jedynie pozorne. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że strona, podobnie jak każda inna kategoria gramatyczna, nie jest realnie istniejącym bytem (tj. nie ma sensu pytanie, czy w języku polskim istnieje strona bierna), ale jest raczej elementem określonego modelu opisu języka, który może być oceniany nie tyle pod względem wierności odwzorowania rzeczywistości, ile raczej jego użyteczności (np. w dydaktyce, dla celów porównania polskiego z innymi językami, dla celów dokonywania takich czy innych rozstrzygnięć poprawnościowych itd.).

Poniżej zostanie przedstawiony przegląd argumentów zwolenników obu stron sporu wraz z ich oceną.


Spis treści

  1. Strona bierna jako element wiedzy szkolnej
  2. Strona jako kategoria właściwa językom akuzatywnym
  3. Kategorie gramatyczne a istnienia syntetycznych form fleksyjnych
    1. Kategorie gramatyczne w językach analitycznych
    2. Strona bierna w języku łacińskim
    3. Strona bierna jako reliktowa idea przeniesiona z opisów języka łacińskiego
    4. Złożone formy czasownika w języku polskim
    5. Problem form analitycznych i syntetycznych
    6. Fleksyjne formy strony biernej przechodzą płynnie w konstrukcje składniowe
    7. Strona bierna – podsumowanie
  4. Negowanie istnienia strony biernej jako rezultat nieuprawnionego uogólniania
    1. Przykład 1
    2. Przykład 2
    3. Przykład 3
    4. Przykład 4
    5. Strona bierna a błąd nieuprawnionego uogólnienia
  5. Problem imiesłowu biernego
    1. Imiesłowy bierne w gramatyce szkolnej
    2. Znaczenie terminu „imiesłów”
    3. Imiesłowy jako część paradygmatu czasownika
    4. Imiesłowy – podejście diachroniczne
    5. Imiesłowy a ortografia
  6. Derywaty zakończone na -ny, -ty a imiesłowy bierne
    1. Przymiotniki na -ny, -ty bez podstaw czasownikowych
    2. Przymiotniki na -ny, -ty tworzone od podstaw czasownikowych
    3. Przymiotniki o postaci imiesłowów
    4. Tzw. imiesłowy czynne rezultatywne
    5. Tzw. imiesłowy bierne rezultatywne
  7. Różnice między imiesłowami a przymiotnikami
    1. Odróżnianie aspektu
    2. Obecność partykuły zwrotnej
    3. Funkcja atrybutywna imiesłowów
    4. Funkcja predykatywna imiesłowów
    5. Dopełnienie sprawcy
    6. Imiesłowy – podsumowanie
  8. Strona bierna rezultatywna i procesualna
    1. Różnice między różnymi konstrukcjami biernymi
    2. Czasowniki tworzące różne typy konstrukcji biernych
    3. Czasowniki kwazitranzytywne
  9. Przypisy

Strona bierna jako element wiedzy szkolnej

Kategoria strony jest elementem szkolnego modelu polskiej gramatyki, z którym zapoznają się (powinni zapoznawać się) wszyscy nasi rodacy. O stronie biernej mowa także w przeważającej większości literatury podręcznikowej, a zatem błędne jest stwierdzenie, jakoby w nowoczesnych opisach gramatycznych zrezygnowano z kategorii strony. W rzeczywistości tylko część autorów z kategorii tej rezygnuje: spośród ostatnio wydawanych podręczników gramatyki polskiej, stronę znajdziemy u Bartnickiej i Satkiewicz (1998) czy u Nagórko (2000) – a nie są to przecież podręczniki przeznaczone dla dydaktyki szkolnej.

Argument ten tylko z pozoru jest pozbawiony znaczenia. Skoro strona bierna nie jest bytem realnym, a jedynie elementem opisu, a zatem ważną przesłanką za jej utrzymaniem jest zgodność z istniejącymi opracowaniami. Przeciwnicy strony biernej powinni więc swój pogląd uzasadnić mocnymi argumentami, a ponadto powinni wykazać korzyści płynące z pominięcia kategorii strony w opisie języka polskiego. W dalszym ciągu zastanowimy się, czy przedstawione uzasadnienia są rzeczywiście mocne, i czy opuszczenie tej kategorii rzeczywiście przynosi jakieś wymierne korzyści.


Strona jest kategorią właściwą językom akuzatywnym

Taki pogląd rzeczywiście wysuwają niektórzy typolodzy, jednak trudno stwierdzenie to uważać za mocny argument, ponieważ w rzeczywistości jest w nim sporo nieścisłości. Przede wszystkim zauważmy, że wiele języków ergatywnych również dysponuje kategorią strony: obok strony „neutralnej” (odpowiadającej składniowo stronie biernej z tym zastrzeżeniem, że jest to forma nienacechowana, służąca do budowy typowych zdań przechodnich, czy jak chcą zwolennicy typologii kontensywnej, agentywnych) istnieje też często strona antybierna, odpowiadająca składniowo czynnej, ale nacechowana, i używana tylko w pewnych okolicznościach (np. dla wyrażenia czynności długotrwałych). Istnieją języki, w których istnieje strona sprawcza (causativus), która może mieć niewiele wspólnego ze stosunkami morfosyntaktycznymi i z ergatywnym lub akuzatywnym ustrojem składni. O stronie mówi się też często w językach, które rozróżnienia typu obdarowałem syna książką : dałem synowi książkę wyrażają różnymi formami jednego leksemu (np. pewne języki bantu). Wyróżniana tym sposobem strona aplikatywna nie ma nic wspólnego ani ze stroną bierną, ani typologicznym podziałem języków.

Zatem choć w typologii mówi się czasem, że charakterystyczną cechą języków akuzatywnych jest kategoria strony, ale nie jest to ani ścisłe, ani nawet prawdziwe. Można jednak chyba zaryzykować stwierdzenie, że całkowity brak kategorii strony, a w szczególności brak strony biernej w języku akuzatywnym byłby nieco nietypowy. Warto z drugiej strony pamiętać, że pod pojęciem „strona bierna” kryją się często dość różne konstrukcje. Wystarczy przeanalizować gramatykę arabską, mongolską i fińską, by przekonać się o rozmaitości znaczeń tego pojęcia. Argument, sprowadzający się do przekonania, że język polski powinien posiadać stronę bierną, gdyż jest językiem akuzatywnym, nie jest zatem zbyt poważny, i warto o nim wspomnieć tylko dla porządku.


Kategorie gramatyczne a istnienia syntetycznych form fleksyjnych

Saloni (2005, str. 12) pisze: „W polskich wzorach koniugacyjnych strona nie musi być obecna, tak jak jest obecna w łacińskich, gdzie formy bierne (np. laudatur ‘jest chwalony’) są przeciwstawne czynnym (np. laudat ‘chwali’). Znaczenie bierności w języku polskim jest komunikowane nie przez jednolite formy fleksyjne, jak w łacinie, ale przez konstrukcje złożone”.

Niewątpliwie prawdą jest, że w języku polskim w stronie biernej (czy też w czymś, co za stronę bierną się uważa) występuje konstrukcja analityczna, podczas gdy w łacinie występuje słowo proste. Przed wyciągnięciem z tego faktu pochopnych wniosków należy jednak rozważyć także niżej podane fakty.


Kategorie gramatyczne w językach analitycznych

Gdyby za uznaniem istnienia kategorii gramatycznej miała decydować jednowyrazowa postać form ją wyrażających, wówczas w językach analitycznych w ogóle nie można by było mówić o jakichkolwiek kategoriach gramatycznych, a pojęcie analitycznej formy fleksyjnej byłoby sprzeczne wewnętrznie. Na przykład angielski czasownik rozróżniałby tylko kategorię osoby w liczbie pojedynczej czasu teraźniejszego. Kategoria osoby nie istniałaby też w czasie przeszłym w języku rosyjskim. Taki pogląd nie jest chyba zbyt rozpowszechniony w językoznawstwie, i już tylko z tego powodu omawiany tu argument nie może być traktowany poważnie. Są jednak po temu poważniejsze przesłanki niż przyzwyczajenia lingwistów.


Strona bierna w języku łacińskim

Polskiemu jest chwalony rzeczywiście odpowiada w łacinie jednowyrazowa, syntetyczna forma fleksyjna laudatur. Jednak już polskiemu został pochwalony odpowiada (na ogół) łac. laudatus est. W łacińskiej gramatyce forma ta uważana jest za indicativus perfecti passivi. Stosując więc konsekwentnie rozważany argument, nie należałoby traktować laudatus est jako formy „czasowej”1, ale jako konstrukcję złożoną z imiesłowu (a może przymiotnika?) i czasownika posiłkowego. W takim modelu mielibyśmy jednak niewygodną sytuację, gdyż kategoria strony występowałaby tylko w niektórych czasach (byłaby kategorią podrzędną wobec czasu). Nie wiadomo byłoby, jak usytuować pozostałe czasy względem kategorii strony.

Przede wszystkim nie jest prawdą, że forma laudavit (indicativus perfecti activi) jest obojętna pod względem strony, gdyż ma ustalone znaczenie czynne. Nie można więc powiedzieć, że człony pary laudat – laudatur dają się przeciwstawić pod względem strony, a forma laudavit nie daje się przeciwstawić. Postać nie ma tu zresztą większego znaczenia, gdyż następujące zdania w stronie czynnej:

(1a) Nunc Marcus Paulum laudat = Teraz Marek chwali Pawła, praesens.
(1b) Heri Marcus Paulum laudavit = Wczoraj Marek pochwalił Pawła, perfectum.

można wyrazić w stronie biernej:

(2a) Nunc Paulus a Marco laudatur = Teraz Paweł jest chwalony przez Marka, praesens.
(2b) Heri Paulus a Marco laudatus est = Wczoraj Paweł został pochwalony przez Marka, perfectum.

Gdyby w perfectum nie istniała kategoria strony, zdania 1b nie dałoby się przekształcić analogicznie do zdania 1a. Tymczasem jak widać jest zupełnie inaczej, choć trzeba użyć formy analitycznej złożonej z dwóch wyrazów. Ale czy z tego wynika fakt nieistnienia kategorii strony w perfectum?

Czy różnica między laudatur a laudatus est jest na tyle istotna, aby w pierwszym przypadku mówić o formie strony biernej, a w drugim zaprzeczać, abyśmy mieli do czynienia ze stroną bierną?

Warto jeszcze zauważyć, że łacińskie formy ind. perf. pass. odpowiadają dość dokładnie (diachronicznie, choć nie znaczeniowo) formom polskiej strony biernej czasu teraźniejszego, np. potus est = pity jest.


Strona bierna jako reliktowa idea przeniesiona z opisów języka łacińskiego

Z poprzednich rozważań wynika, że nie jest poprawne następujące rozumowanie:

Błąd polega mianowicie na tym, że w gramatyce łacińskiej stroną bierną nazywa się także formy analityczne (w rodzaju laudatus est), a zatem nie wszystkie formy finitywne strony biernej są proste. Różnica między polskim a łaciną nie sprowadza się więc wcale do tego, że w łacinie strona bierna jest prosta, a w polskim złożona, lecz jedynie do tego, że w łacinie tylko niektóre formy finitywne strony biernej są złożone, podczas gdy w polskim wszystkie (pomijając imiesłów bierny).

W szczególności, skoro w gramatyce łacińskiej nikomu nie przeszkadza nazywać form złożonych typu laudatus est stroną bierną, także w gramatyce polskiej nie powinno przeszkadzać podobnie zbudowanej formy został pochwalony stroną bierną. Nie powinno przeszkadzać z powodu podobieństwa konstrukcji obu języków, a nie dlatego, że gramatyka polska jest jakoby niewolniczo zależna od wzorców łacińskich.

Język polski usiłowano kiedyś opisywać posługując się wzorcami łacińskimi jako punktem odniesienia. Dziś niektórzy próbują naśladować wzorce angielskie. Nie jest to na pewno metoda właściwa. A jednak nie sposób przy tym nie zauważyć, że łacina jest typologicznie znacznie bardziej podobna do polskiego niż angielski, i dlatego stosowanie do opisu języka polskiego reguł wypracowanych dla opisu łaciny czy greki powinno owocować mniejszymi problemami niż stosowanie metod anglistów. Z powodu tego właśnie podobieństwa krytyka idei strony biernej w języku polskim jako reliktu opisów języka łacińskiego czy greckiego nie jest słuszna.


Złożone formy czasownika w języku polskim

Należałoby przede wszystkim postawić pytanie, co należy właściwie rozumieć przez formy fleksyjne, a co przez kategorie składniowe. W języku polskim istnieją bowiem złożone formy czasownika inne niż strona bierna. Przede wszystkim chodzi tu o czas przyszły niedokonany typu będę chwalić / będę chwalił. Kryteria podziału na formy fleksyjne i kategorie składniowe musiałyby w jakiś sposób oddzielić czas przyszły niedokonany od strony biernej. Jeśliby bowiem odmówić prawa istnienia stronie biernej tylko dlatego, że jest wyrażana formami złożonymi, na podobnej zasadzie należałoby zakwestionować istnienie czasu przyszłego niedokonanego. I odwrotnie, skoro sam fakt, że czas przyszły niedokonany jest na ogół (z wyjątkiem być) analityczny nie przeszkadza nam uznać jego istnienia, zatem także fakt, że formy finitywne strony biernej są złożone, nie może stanowić argumentu za nieuznaniem istnienia kategorii strony. Uznawanie istnienia analitycznego czasu przyszłego przy jednoczesnym negowaniu istnienia strony biernej tylko dlatego, że nie jest syntetyczna, jest więc rażącą niekonsekwencją.

Możliwych kryteriów oddzielenia strony biernej od analitycznego czasu przyszłego nie widać także dlatego, że w obu tych formach budujące je elementy tracą swoje zwykłe znaczenie. Odnosi się to do chwalił w czasie przyszłym będę chwalił – nie ma ono semantycznie nic wspólnego z formalnie identyczną formą czasu przeszłego (przede wszystkim dlatego, że w ogóle nie odnosi się do przeszłości). Podobnie zostanę w formie zostanę pochwalony nie ma nic wspólnego z czasownikiem samodzielnym o tej samej postaci i o znaczeniu ‘będę nadal przebywał, nie odejdę’.


Problem form analitycznych i syntetycznych

Rozumienie formy analitycznej jako więcej niż jednowyrazowej jest nie do końca właściwe. Zwróćmy przede wszystkim uwagę, że pomiędzy „wyraz” a „dwa wyrazy” mamy w językoznawstwie cały szereg stadiów pośrednich. Problem ten jest niekiedy bardzo poważny. Uraliści na przykład zaproponowali łącznie aż 7 kryteriów, które miałyby odróżniać pojedyncze wyrazy z końcówkami przypadkowymi od połączeń wyrazów z poimkami2 (pisze o tym Majtinskaja, 1982:12). W języku polskim także brak jednego niezawodnego kryterium rozpoznawania wyrazów, co każe wielu lingwistom odwoływać się do ortografii, a ta jak wiadomo jest pod pewnymi względami całkowicie arbitralna.

W języku polskim obowiązuje (przynajmniej w wyrazach odziedziczonych) akcent paroksytoniczny, i dlatego akcent mógłby posłużyć jako wyznacznik granic wyrazów. Opierając się na kryterium akcentowym za jeden wyraz musielibyśmy jednak uznać wiele fragmentów tekstu uznawanych przez obecną ortografię za dwuwyrazowe, np. nie są, nie pisz (nasi południowi sąsiedzi słusznie piszą przeczenie łącznie z czasownikami, tylko my sobie życie utrudniamy nie wiadomo właściwie po co ani dlaczego), nade mną, o nim, na wieś itd. To samo kryterium kazałoby oddzielić tzw. ruchome końcówki (co zresztą też robią Czesi): powiedzieli-śmy, zrobiły-byście. Jak widać, konsekwentne uwzględnienie kryterium akcentowego pozwoliłoby wyróżnić w tekście inne wyrazy niż czyni to ortografia.

Kryterium ortograficzne bywa zresztą również naruszane: przecież formę głupiś traktuje się jako dwa wyrazy, i konsekwentnie nie mówi się o odmianie przymiotnika przez osoby. Co więcej, we fragmencie myśmy powiedzieli wyróżnia się dwa wyrazy, ale całkiem inne niż sugeruje ortografia, mianowicie my i -śmy powiedzieli. Obie „części wyrazu” -śmy powiedzieli mogą być nawet rozdzielone innymi wyrazami (np. myśmy przecież powiedzieli), co sprawia, że pojęcie „wyraz” staje się niemożliwe do zdefiniowania. A czym są właściwie owe części? Wędrującymi po zdaniu morfemami? Raczej nie, co świetnie widać w wypadku my byśmy powiedzieli, gdzie od „zasadniczej części” oderwano nie morfem, ale grupę złożoną z dwóch morfemów: by-śmy. Problem ten został zresztą zauważony już u zarania dziejów typologii, i dlatego Misteli w 1893 roku uznał, że tylko języki fleksyjne mają prawdziwe wyrazy. A polski jak widać czysto fleksyjnym językiem nie jest, i w szczególności odmianę czasownika w czasie przeszłym czy w trybie przypuszczającym trudno uznać za czysto fleksyjną.

O formach polskiego czasu przeszłego mówi się często, że są aglutynacyjne, co jest o tyle nieścisłe, że sama aglutynacja bywa rozumiana wielorako. Porównajmy jednak owe „aglutynacyjne” formy z typowo analitycznymi:

czas przeszły czas przyszły
robiliśmy robili będziemy
aleśmy robili ale będziemy robili

Analityczna forma czasu przyszłego różni się od „aglutynacyjnej” formy czasu przeszłego jedynie pisownią elementu zaznaczonego kolorem czerwonym, jednak różnica ta jest czysto graficzna. Świadczy o tym choćby miejsce akcentu, które we wszystkich podanych przykładach stale pada na drugą od końca sylabę wyrazu robili (wytłuszczoną). Faktem jest, że kolejność wyrazów robili będziemy spotykana jest rzadko (w przeciwieństwie do robiliśmy), nie jest jednak całkiem wykluczona czy zabroniona, a zatem w obu wypadkach wyróżnione na czerwono elementy mogą zmieniać swoją pozycje względem części niosącej znaczenie leksykalne.

Traktowanie form czasu przeszłego czy trybu przypuszczającego jako analitycznych potwierdzają również modele opisu języka operujące koncepcją wyrazów tekstowych. Zgodnie z nią za osobne wyrazy uznaje się fragmenty tekstu, które mogą przemieścić się względem innych fragmentów czy które można od nich oddzielić, wstawiając do tekstu nowe wyrazy. Nie ma więc żadnej istotnej różnicy formalnej między będziemy robili a robiliśmy czy robilibyśmy, gdyż „cząstki” -śmy, -byśmy spełniają podane kryteria i są tak samo odrębnymi wyrazami tekstowymi, jak będziemy.

Ponadto wyrazy takie jak będziemy w formie będziemy robili, czy zostaniemy w formie zostaniemy pochwaleni, nie mają w ogóle żadnego znaczenia poza czysto gramatycznym – a więc w istocie niczym nie różnią się od „cząstek” (wyrazów tekstowych) -śmy, -byśmy. Można by więc stwierdzić, że będziemy, zostaniemy funkcjonują (zarówno w czasie przyszłym, jak i w stronie biernej) wyłącznie w roli „morfemów” czy też raczej „zespołów formantów”, ale nie wyrazów (podobnie jak dwumorfemowe -byśmy). Przynajmniej w wypadku drugiej z omawianych form (strona bierna) takie czysto gramatyczne znaczenie występowałoby w dodatku wyłącznie w formach złożonych (typu zostanę pochwalony).

O kategorii czysto składniowej można natomiast mówić tylko wtedy, gdy wszystkie elementy budujące daną konstrukcję mają znaczenie leksykalne. Gdy następuje utrata tego znaczenia (gramatykalizacja), konstrukcja składniowa staje się formą fleksyjną. Opierając się na takiej definicji formy fleksyjnej trudno byłoby wskazać różnicę uzasadniającą inne traktowanie robiliśmy niż będziemy robili. Tym bardziej trudno byłoby wskazać taką różnicę między będę chwalił a będę chwalony, która pozwalałaby traktować pierwszą konstrukcję jako fleksyjną („gramatyczną”), a drugą jako składniową.

Aby uniknąć problemów, można zignorować (błędne) wskazania ortografii i, sugerując się ruchomością „końcówki” i kryterium akcentowym (przy okazji znów idąc w ślad naszych braci znad Wełtawy), potraktować formy czasu przeszłego i trybu przypuszczającego jako analityczne, dwuwyrazowe. Co się jednak wówczas okaże?

Otóż jeżeli uznamy nieistnienie w języku polskim strony biernej z powodu braku jej form prostych, to także będziemy musieli zaprzeczyć istnieniu kategorii czasu! Czas przyszły niedokonany nie będzie istniał z powodu podanego wyżej, czas przyszły dokonany uznamy po prostu za dokonany odpowiednik czasu teraźniejszego (a wtedy jedyną różnicą między chwali a pochwali nie będzie czas, ale aspekt), wreszcie formy, które obecnie uznajemy za czas przeszły (a które potraktujemy jako dwuwyrazowe), przestaniemy uważać za fleksyjne i zdegradujemy do konstrukcji składniowych.


Fleksyjne formy strony biernej przechodzą płynnie w konstrukcje składniowe

Stwierdzenie to, pochodzące z pracy Saloniego 2005, str. 13, jest, prawdopodobnie wbrew intencjom autora, argumentem za uwzględnieniem kategorii strony biernej w opisie języka polskiego. Nie przeczy bowiem ono istnieniu „fleksyjnych form strony biernej”, a wręcz przeciwnie, wyraźnie je potwierdza. A istnienie form fleksyjnych (niekoniecznie jednowyrazowych, podobnie jak w czasie przyszłym niedokonanym czy w łac. indicativus perfecti passivi) musi jednak skutkować uznaniem istnienia stosownej kategorii, w tym wypadku kategorii strony.

Zastosowane rozwiązanie nie jest więc bynajmniej konsekwentne: jeśli najpierw przyznajemy, że istnieją fleksyjne formy strony biernej (nawet jeśli czasem trudno nam wytyczyć granice ich występowania), nie możemy mówić, że konsekwentnie przeczymy istnieniu kategorii strony. Konsekwentnie oznaczałoby bowiem stwierdzenie nieistnienia jakichkolwiek fleksyjnych form strony biernej, a to wykluczone zostało przecież w cytowanym stwierdzeniu.


Strona bierna – podsumowanie

Podsumowując dotychczasowy wywód, trudno doprawdy argumentować, że strona bierna w polskim nie istnieje, bo nie ma form jednowyrazowych, skoro:

Negowanie istnienia strony biernej jako rezultat nieuprawnionego uogólniania

Oderwijmy się na razie od rozważanego tu problemu gramatycznego i zajmijmy się problemem pewnego uciążliwego i trudnego do zwalczenia błędu logicznego. Na swój użytek można go nazwać błędem nieuprawnionego uogólnienia. Aby naświetlić problem wszechstronnie, przeanalizujemy kilka przykładów z różnych dziedzin wiedzy.


Przykład 1

Swego czasu sądzono powszechnie (a wielu niespecjalistów jest o tym przekonanych do dziś), że samice wszystkich zwierząt pokrytych włosami swoje młode rodzą, a następnie karmią je mlekiem, przy pomocy sutków. Gdy doniesiono o istnieniu w Australii zwierzęcia, które, choć owłosione, składa jaja i nie ma brodawek sutkowych, dostarczyciela tej informacji zgodnie okrzyknięto łgarzem. Tymczasem dziobak rzeczywiście składa jaja i nie ma sutek (młode nie ssą, ale zlizują mleko z brzucha samicy), ale żeby dowieść istnienia tego „wybryku natury” (raczej żywego dowodu ewolucji) potrzeba było wielu obserwacji i mało produktywnego wysiłku wielu obdarzonych autorytetem zoologów tylko po to, by przekonać upartych.


Przykład 2

Rozważmy kolejny przykład z dziedziny biologii. Wszystkie najnowsze badania jednoznacznie wskazują, że przynajmniej (większa) część dinozaurów była endotermiczna (stałocieplna). Tymczasem spora część badaczy albo przyznaje to z wielkimi oporami, albo wręcz wyraźnie podaje to w wątpliwość. Dlaczego? Dlatego, że (dziś żyjące) gady są zmiennocieplne. A skoro dinozaury były gadami, nie mogły jakoby być stałocieplne. Innych argumentów, poza tym nieuprawnionym uogólnieniem, zwolennicy zmiennocieplności dinozaurów nie mają.


Przykład 3

Archeolodzy wyobrażali sobie przez długie lata następstwo kultur w ten sposób, że jeden lud przychodził, wyrzynał doszczętnie tubylców (a przynajmniej mężczyzn) i zajmował ich miejsce. Rzeczywiście, jak się wydawało, odkryto pewne ślady związane z tymi dramatycznymi wydarzeniami z przeszłości, m.in. ślady użycia ognia w jednej z warstw Troi. Nie tak dawno jednak okazało się, że przynajmniej niektóre z tych śladów da się zinterpretować w zupełnie inny sposób, a niekiedy wręcz dowiedziono ponad wszelką wątpliwość, że odkryte ślady nie mają związku z najazdem i wymianą kultur. Na tej podstawie pewni archeologowie zaczęli powątpiewać w realność jakichkolwiek gwałtownych zdarzeń w prehistorii (tj. w okresie poprzedzającym najstarsze zapisy kronikarzy). Na przykład słynny (z udziału w programach popularnonaukowych emitowanych na telewizyjnych kanałach tematycznych) lord Renfrew uważa w szczególności, że Indoeuropejczycy nie mogli (sic!) dokonać „najazdu” na Europę, i że rozprzestrzeniali się na zupełnie innej zasadzie.

Jest to właśnie klasyczny przykład błędu nieuprawnionego uogólnienia. Jeśli nawet w wystąpieniu zjawiska X udowodniono niewystępowanie czynnika podboju, to na tej podstawie nie można przecież twierdzić, że także w wystąpieniu zjawiska Y żadnej roli nie odegrał podbój. Poza tym już z III tysiąclecia p.n.e. znamy opisy gwałtów, mordów i innych okrutnych form związanych z podbojami (pojawienie się Gutejów w Sumerze), nie ma więc żadnych przesłanek, aby twierdzić, że w przeszłości żadnych najazdów nie dokonywano (także najazdów o bardziej pokojowym charakterze).


Przykład 4

Znany językoznawca Joseph Greenberg stworzył listę tzw. uniwersaliów językowych. W jego mniemaniu (opartym na analizie w sumie niezbyt dużej liczby różnorodnych języków) istnieją uniwersalne, powszechne zależności między występowaniem pewnych cech językowych.

Historia uniwersaliów językowych Greenberga pokazuje najlepiej, że nieuprawnione uogólnienia muszą skończyć na bocznicy historii nauki. Inni badacze poświęcili jednak mnóstwo czasu i energii, by znajdować przykłady świadczące przeciwko poszczególnym „uniwersaliom” (które w rezultacie przestały być tak uniwersalne, jak tego chciał ich twórca). Niekiedy pokazano wręcz, że liczba „wyjątków” jest znaczna. W innych przypadkach odkrycia okazały się dość spektakularne i niosły za sobą dalekosiężne skutki. I tak, miało jakoby nie być języków, w których istniałaby seria opozycji fonologicznych typu t : d : dh, tj. bezdźwięczna : dźwięczna : dźwięczna przydechowa (bez członu th, tj. „bezdźwięczna przydechowa”). Na tej podstawie zwolennicy teorii glottalnej próbowali zadać cios tradycyjnym rekonstrukcjom, które zakładały taki właśnie schemat opozycji w indoeuropejskim prajęzyku. Jakże wielka była konsternacja glottalistów, gdy język „typu t : d : dh” jednak znaleziono w Indonezji. Musieli oni w wyniku tego odkrycia postarać się o inne, znacznie mocniejsze argumenty, a ich teoria uległa znacznym modyfikacjom (nie tylko zresztą dlatego, ale na pewno omówione odkrycie miało spore znaczenie).


Strona bierna a błąd nieuprawnionego uogólnienia

Wracając do problemu strony biernej wypada stwierdzić, że przeczenie jej istnieniu w języku polskim jest również przykładem takiej nieuprawnionej generalizacji, którą można także określić obrazowo jako wylanie dziecka wraz z kąpielą.

Konstrukcje w rodzaju jest chwalony czy został pochwalony uważa się za stronę bierną (wyżej uzasadniono, dlaczego). Można mieć natomiast uzasadnione wątpliwości, czy za formę fleksyjną należy uznać także np. stał się zmęczony. Ale czy na podstawie istnienia takiej formy słusznie jest przeczyć istnieniu kategorii strony? Czyż nie jest to właśnie nieuprawnione uogólnienie?

Uogólnienie to wydaje się nawet jeszcze bardziej rażące niż w historii z dziobakiem. Rzeczywiście, prawie wszystkie ssaki rodzą swoje młode, stąd doniesienia o ssaku jajorodnym mogły wydać się podejrzane. Ze stroną bierną jest jednak całkiem inaczej. Prawie każdy czasownik przechodni tworzy bowiem fleksyjne formy strony biernej, natomiast dalece nie każdy tworzy konstrukcje ze stać się – nawet podany tu przykład stał się zmęczony rzadko trafia się w polskich tekstach.


Problem imiesłowu biernego

Stwierdzenie, że syntetyczną formą strony biernej w języku polskim jest imiesłów bierny, jeszcze bardziej oddala najpoważniejsze argumenty przeciwników strony biernej. Sprawa nie jest jednak prosta, albowiem ostatnio modne stało się twierdzenie o nieistnieniu w języku polskim imiesłowów w sensie tradycyjnym. Skoro nie ma imiesłowów, nie ma więc tym bardziej imiesłowów biernych, i cała dyskusja staje się bezprzedmiotowa. Sytuacja nie wygląda jednak wcale tak prosto, jak się ją próbuje odmalowywać.


Imiesłowy bierne w gramatyce szkolnej

W gramatyce szkolnej i w podręcznikach tradycyjnych istnienie imiesłowów biernych, podobnie jak w ogóle istnienie imiesłowów przymiotnikowych, nie jest w ogóle podawane w wątpliwość. Sytuacja jest więc podobna jak w wypadku kategorii strony.


Znaczenie terminu „imiesłów”

Polski termin „imiesłów” sugeruje formę fleksyjną o właściwościach pośrednich między imieniem a słowem, a więc na przykład między przymiotnikiem a czasownikiem. W sensie dosłownym imiesłowami są więc jedynie imiesłowy przymiotnikowe: po pierwsze trudno termin „imię” rozciągać na przysłówki (nomen adverbiale?), po drugie tzw. imiesłowy przysłówkowe z przysłówkami mają nie zawsze wiele wspólnego. Sytuacja, w której jedynie formy chwaląc, pochwaliwszy nazywalibyśmy imiesłowami, podczas gdy formom chwalący, chwalony, pochwalony odmówilibyśmy by miana imiesłowów, byłaby więc językowo niezręczna.

W wielu innych językach istnieją zresztą tylko imiesłowy przymiotnikowe, i to właśnie do nich stosuje się termin „imiesłów” (participium). Nazwa łacińska imiesłowu także sugeruje uczestnictwo w jakiejś czynności, a więc to znaczenie, które niesie imiesłów przymiotnikowy.

Terminologiczne oddzielenie imiesłowów przysłówkowych (modne jest ostatnio ograniczanie terminu „imiesłów” właśnie do tych formacji) od imiesłowów przymiotnikowych jest więc z wielu powodów niefortunne. Przede wszystkim dlatego, że przeczy tradycji: wyraz „imiesłów” ma już ustalone znaczenie, i jeśli ktoś upiera się, że formy chwalący, chwalony, pochwalony nie są imiesłowami, powinien raczej wymyślić własny termin na to, co uważa za imiesłowy, a nie ograniczać (a właściwie wypaczać) znaczenie terminu zastanego. Co więcej, w tych językach, które odróżniają formacje odczasownikowe o charakterze przymiotnikowym od formacji o szeroko rozumianym charakterze przysłówkowym, termin „imiesłów/participium” stosuje się zwykle tylko do tych pierwszych. Na przykład w gramatyce współczesnego języka mongolskiego odpowiedniki polskich imiesłowów przysłówkowych określane są jako konwerba (converba), podczas gdy za imiesłowy (participia) uważa się wyłącznie formacje o charakterze imiennym.


Imiesłowy jako część paradygmatu czasownika

Odrębnym pytaniem jest, czy imiesłów (każdy, a więc i przymiotnikowy) jest formą czasownika czy też nie. Zalety modelu, w którym imiesłów jest częścią paradygmatu czasownika, są bezdyskusyjne, skoro mimo obiekcji został on przyjęty w Czasowniku polskim (Saloni 2007). Dyskusja, czy imiesłowy są formami fleksyjnymi czasownika, czy też nie są, jest w istocie czcza, bądź jak kto woli, akademicka. Trudno roztrząsać ten problem także dlatego, że nie wiadomo, czym się tak naprawdę różni fleksja od słowotwórstwa, a przynajmniej nie wiadomo, gdzie dokładnie leży granica między nimi. Trudno na przykład twierdzić, że fleksja jest regularna, a słowotwórstwo nieregularne: w polskiej fleksji akurat roi się od wyjątków, z drugiej strony np. esperanckie słowotwórstwo jest w pełni regularne.

Pojawia się więc sugestia, aby za formy fleksyjne uznać takie, które wykazują zdolność do odróżniania określonych kategorii gramatycznych. Na przykład cechą polskich czasowników jest kategoria aspektu; z tego powodu za formy czasowników należałoby uznać imiesłowy bierne (pisany : napisany różnią się przecież aspektem), imiesłowy czynne przymiotnikowe (bo mają ustalony aspekt niedokonany), a nawet odsłowniki (które w przeciwieństwie do rosyjskiego, w polskim są zróżnicowane aspektowo). Ważkim argumentem włączenia imiesłowów do paradygmatu czasownika jest fakt, że mają one podobne właściwości składniowe, jak formy finitywne, np. chwalący Marię – chwali Marię (rząd biernikowy).

Ten sam argument pozwala na oddzielenie odsłowników od innych rzeczowników pochodzących od czasowników. Wysuwany czasem argument różnicy rządu jest niesłuszny. To prawda, że mówimy chwalenie Marii, choć chwali Marię, ale przecież rząd biernikowy zastępujemy dopełniaczowym także w nie chwali Marii, i w tym przypadku nikt jakoś nie kwestionuje łączności formy przeczącej z formą twierdzącą. Powoływanie się na argument zmiany rządu z biernikowego na dopełniaczowy jako przejawu zmiany właściwości składniowych mającej uzasadniać wykluczenie odsłownika z paradygmatu czasownika jest więc swoistą naukową hipokryzją.

Siłę tego spostrzeżenia wzmacnia zresztą inne: otóż właściwe rzeczowniki odczasownikowe (derywaty, nie formy fleksyjne) akurat rzeczywiście mają inne właściwości składniowe niż czasowniki, od których je utworzono, np.:

(Markowski 2004:1556).

W rezultacie może się zatem okazać, że rzeczownik bądź przymiotnik może być jednocześnie formą fleksyjną czasownika. Ale właściwie dlaczego nie przyjąć takiego rozwiązania? Jest ono dobrze zakorzenione w grecko-łacińskiej tradycji gramatycznej, a język polski akurat w tym punkcie w ogóle nie różni się strukturalnie od języków klasycznych i nie ma powodów, by twierdzić, że bezmyślnie kopiujemy obce wzorce.


Imiesłowy – podejście diachroniczne

Zawężanie terminu „imiesłów” jedynie do formacji typu chwaląc, pochwaliwszy jest niewłaściwe również z punktu widzenia diachronii. Tak zwane imiesłowy przysłówkowe są bowiem z pochodzenia skamieniałymi formami imiesłowów przymiotnikowych. Związek formalny między chwaląc a chwalący jest wciąż oczywisty, co więcej, można wciąż jeszcze znaleźć konteksty, gdy obie formy da się stosować wymiennie lub jednie z jedynie nieznaczną zmianą znaczenia (co na ogół nie jest w ogóle zauważane przez autorów gramatyk), np.

Zawężenie znaczenia jest szczególnie rażące w sytuacji, gdy przysłówki pochodne uznajemy (słusznie) za część paradygmatu przymiotnika. To prawda, że przysłówkowy charakter imiesłowów przysłówkowych może być kontrowersyjny, ale przynajmniej czasami wydaje się oczywisty, stąd właśnie analogia jest w pełni usprawiedliwiona.


Imiesłowy a ortografia

Jakiś czas temu RJP wprowadziła zasadę łącznej pisowni nie z imiesłowami przymiotnikowymi. Reguła ta wzbudziła głośne protesty między innymi dlatego, że różnicuje pisownię niechwalący : nie chwaląc. Znamienne jest, że nawet niektórzy członkowie RJP, tudzież pracownicy naukowi udzielający opinii w poradniach internetowych, ostentacyjnie stosują starą pisownię rozdzielną nie z imiesłowami przymiotnikowymi (tym sposobem uznając ich odrębność od typowych przymiotników). Oto jedna z porad językowych Poradni PWN:



nie z imiesłowami

Szanowni Państwo!
Wprawdzie wg najnowszych zasad imiesłowy przymiotnikowe – zarówno czynne, jak i bierne – piszemy razem, ale trudno się pogodzić z pisownią niebędący razem; to wygląda trochę dziwnie. Bardzo proszę o odpowiedź, jak powinno się poprawnie pisać – nie będący czy niebędący?

Zmianę pisowni imiesłowów wprowadzono w końcu 1997 roku – wydawałoby się, że był czas, aby się do niej przyzwyczaić. Zgadzam się jednak z Panią, że niebędący wygląda dziwnie, i osobiście wolę stosować pisownię rozdzielną tam, gdzie stara zasada, obowiązująca przed 1997 rokiem, na to pozwalała. Wciąż mamy wybór, możemy pisać po staremu lub po nowemu. Może jest tak dlatego, że i w Radzie Języka Polskiego, która uchwaliła zmianę pisowni, są osoby, którym słowo niebędący wydaje się dziwne.
- Mirosław Bańko, PWN



Co to jednak właściwie znaczy, że niebędący wygląda dziwnie? Odpowiedź jest prosta: niebędący (nie będący) jest odczuwane jako forma czasownika, a więc jako imiesłów, a nie przymiotnik. Odczucia tego nie zmienią żadne argumenty wysuwane przez teoretyków, jak zresztą widać, niezbyt mocne i dość łatwe do zbicia. Odczucie społeczne jest takie a nie inne, i nie wolno odczucia tego ignorować. O „społecznym” kryterium prawdy mówił przecież nie tylko Marks. Jeśli ktoś nie przepada za tym kierunkiem filozoficznym, podobne sformułowania znajdzie u amerykańskich pragmatyków.

Nb. słusznym postulatem byłoby, aby nie pisać łącznie ze wszystkimi częściami mowy. Gdybyśmy przyzwyczaili się do pisowni niebędę, niebędzie, niebędą, niebędąc (pisownię taką stosują choćby Czesi czy Litwini – dlaczego nie Polacy?), to także niebędący przestałoby wzbudzać wątpliwości. I chyba dopiero wtedy przestałoby wzbudzać wątpliwości, bo skoro będący jest (w powszechnym odczuciu) formą czasownika, pisownia nie z tą formą nie powinna się różnić od pisowni z innymi formami czasownika. Warto przywołać w tym kontekście częsty błąd ortograficzny „Uprasza się o nie palenie”, wynikający właśnie z poczucia związku odsłownika z czasownikiem.


Derywaty zakończone na -ny, -ty a imiesłowy bierne

Forma i treść bywają w języku ściśle ze sobą związane, bywa jednak i tak, że związek ten jest luźny. Nazywanie wszelkich derywatów zakończonych na -ny, -ty imiesłowami przymiotnikowymi biernymi jest właśnie kolejnym przykładem nieuprawnionej generalizacji (tudzież wylaniem kolejnego dziecka z kąpielą).


Przymiotniki na -ny, -ty bez podstaw czasownikowych

W języku polskim istnieje mnóstwo przymiotników utworzonych przy pomocy przyrostków -ny, -ty, które nie mają charakteru imiesłowów. Weźmy choćby leśny, polny, luźny, kopalniany, brodaty, dla których nie da się wskazać podstaw czasownikowych (por. też gorący). Nie jest więc tak, że przyrostki te koniecznie oznaczają imiesłowy, nie jest też wcale oczywiste ich bierne znaczenie. Przeciwnie, podane przymiotniki nie odróżniają, jak wszystkie inne przymiotniki, a w przeciwieństwie do imiesłowów, ani aspektu, ani strony.


Przymiotniki na -ny, -ty tworzone od podstaw czasownikowych

Istnieją przymiotniki omawianego typu, dla których można wskazać podstawy czasownikowe, choć ich budowa słowotwórcza jest inna niż budowa imiesłowów biernych – np. bierny, płynny, ważny (por. imiesłowy bierne brany, ważony). Przymiotników takich również nie uważa się za imiesłowy. Ważną grupę wśród nich stanowią takie formacje jak palny, rębny, o znaczeniu ‘dający się…’. Istnieją języki (np. klasyczny język mongolski), w których takie właśnie znaczenie uważa się za „bierne”, a formacje o takim znaczeniu – za imiesłowy. Jednak w polskim formacje te są nieregularne, nie odróżniają one aspektu ani strony, i dlatego nie ma podstaw do włączania ich do paradygmatu czasownika ani do traktowania ich jako imiesłowów.


Przymiotniki o postaci imiesłowów

W pewnych przynajmniej przypadkach mamy w języku polskim przymiotniki na -ny, -ty o postaci takiej samej jak odpowiednie imiesłowy, które to przymiotniki imiesłowami jednak nie są. Klasycznym przykładem jest tu zwarty. Formy tej nie uznaje się za imiesłów choćby dlatego, że forma jej przeciwstawna nie jest homofoniczna z żadnym imiesłowem: zwarty – luźny. Jeszcze wyraźniej widać to w znaczeniu fonetycznym: zwarty – szczelinowy.


Tzw. imiesłowy czynne rezultatywne

Istnieją przymiotniki wyglądające jak imiesłowy bierne, jednak w istocie imiesłowami niebędące. Przymiotnikiem, a nie imiesłowem jest na pewno otwarty w znaczeniu przenośnym (otwarty na coś, gotowy przyjąć jakąś ideę czy wiadomość). Można bowiem kogoś otworzyć, jednak człowiek nie jest otwarty dlatego, że ktoś go otworzył, ale dlatego, że się otwarł na coś. Przymiotnik otwarty, jak każdy przymiotnik, nie odróżnia aspektu: człowiek nie może być przecież *otwierany na jakieś idee.

Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku przymiotnika uśmiechnięty (i podobnych formacji utworzonych od tzw. czasowników kwazitranzytywnych). Człowiek jest uśmiechnięty nie dlatego, że *ktoś go uśmiechnął, ale dlatego, że sam się uśmiechnął. Podobnie jest najedzony nie dlatego, że *ktoś go najadł, ale że sam się najadł.

M. Bańko formacje takie nazywa imiesłowami czynnymi rezultatywnymi (Bańko 2007:107). W tym niefortunnym określeniu tym znów można dostrzec błąd logiczny nieuprawnionego uogólnienia, wynikający z automatycznego i nieprzemyślanego brania pod uwagę kryteriów formalnych. Wystarczy przeanalizować trzy poprzednie punkty, by stwierdzić, że sama forma (obecność -ny, -ty) nie uprawnia jeszcze do nazwania czegoś imiesłowem.

Ponadto jeśli imiesłów jest częścią paradygmatu czasownika, to musimy pamiętać, że w paradygmacie tym zasadniczo niedopuszczalne jest pominięcie partykuły zwrotnej się (zdarza się to tylko przy zbiegu dwóch takich czasowników). Paradygmat, w którym obok uśmiecha się występowałaby forma uśmiechnięty, jest nie do zaakceptowania. Lepiej więc nie tworzyć językowych dziwactw w poszukiwaniu oryginalności, i konsekwentnie ograniczyć termin „imiesłów” tylko do tych formacji, które związane są z czasownikiem fleksyjnie, a nie tylko słowotwórczo. Zwłaszcza uderza, że do tej samej klasy „imiesłowów czynnych rezultatywnych” Bańko zalicza także formacje typu zmurszały, które formalnie nie mają nic wspólnego z typem uśmiechnięty.

W gramatyce greckiej odróżnia się imiesłowy (participia) od przymiotników czasownikowych (adjectiva verbalia). Być może podobne odróżnienie należałoby zastosować także w gramatyce polskiej.


Tzw. imiesłowy bierne rezultatywne

Z klasy imiesłowów należałoby wyłączyć także formacje, które Bańko nazywa imiesłowami biernymi rezultatywnymi, np. malowany (dzbanek), wyplatany (fotel) itd. Tego typu formacje tworzone są tylko od podstaw niedokonanych, ale mają raczej znaczenie dokonane (a raczej w ogóle zdają się nie wyrażać aspektu). Skoro nie dzielą tej samej wartości kategorii aspektu, co podstawa, nie mogą należeć do danego paradygmatu. I niczego nie zmienia fakt, że istnieją identyczne z nimi formalnie imiesłowy bierne (dzbanek jest w tej chwili malowany, fotel jest właśnie wyplatany itd.). Być może ta homonimia zmyliła Bańkę, jednak sama identyczność postaci nie może być dostatecznym powodem, by omawiane formacje nazywać imiesłowami.


Różnice między imiesłowami a przymiotnikami

Jak zatem odróżnić prawdziwe imiesłowy (przymiotnikowe) od nie-imiesłowów? Istnieje kilka kryteriów, które muszą zostać zachowane.


Odróżnianie aspektu

Imiesłów jest częścią paradygmatu czasownika, a zatem tworzony jest regularnie i rozróżnia aspekt, który jest taki sam, jak aspekt formy finitywnej czy bezokolicznika. Jest to kryterium najważniejsze. Dlatego właśnie forma malowany w wyrażeniu malowany (dzbanek) nie jest imiesłowem, ale homonimiczna forma użyta w wyrażeniu dzbanek, który właśnie jest malowany jest imiesłowem (biernym niedokonanym).


Obecność partykuły zwrotnej

Występowanie partykuły się przy czasowniku (niezależnie od tego, czy stosowną formę nazwiemy zwrotną, czy jakoś inaczej) dopuszcza tylko istnienie imiesłowu czynnego z takąż partykułą, np. uśmiechać się – uśmiechający się. Strona bierna jest efektem transformacji strony czynnej, ale nie strony zwrotnej (nawet jeśli ma ona inne znaczenie), dlatego czasowniki zwrotne nie mogą posiadać imiesłowów biernych. Nawet jeśli tworzy się od nich przymiotniki czasownikowe na -ny, -ty (np. uśmiechnięty), to nie są one imiesłowami.


Funkcja atrybutywna imiesłowów

Imiesłów w funkcji przydawki powinien się dać zastąpić zdaniem względnym, które czasem (w stronie biernej) może wyrażać dodatkowe odcienie znaczeniowe. Zdanie to musi być zgodne z imiesłowem co do strony i aspektu. Np.

Z uwagi na te właściwości do imiesłowów nie zaliczymy form takich jak malowany (dzbanek), gdyż tutaj przydawki nie da się zamienić na zdanie względne o podanej własności. W rzeczywistości chodzi o kryterium pierwsze: malowany dzbanek nie jest malowany właśnie w danym momencie, bo pierwsza forma malowany nie ma aspektu niedokonanego.

Imiesłowy czynne są wyłącznie niedokonane, a więc na mocy tego punktu stale tylko współczesne, o imiesłowach biernych będzie mowa niżej.


Funkcja predykatywna imiesłowów

Cechą imiesłowów czynnych jest ich niezdolność do wystąpienia w roli orzecznika (zwrot *jest malujący nie jest dopuszczalny w polskiej gramatyce). Cecha ta odróżnia imiesłowy czynne od przymiotników i może stanowić ścisłą podstawę odróżnienia tych dwóch części mowy, np. gorący na pewno imiesłowem nie jest. Należy jednak dodatkowo pamiętać, że potencjalnie nie każdy przymiotnik używany tylko w roli atrybutywnej jest imiesłowem.

Imiesłowy bierne występują co prawda w roli orzecznika, a przynamniej tak można je zinterpretować, sprawa jest więc bardziej złożona. Od razu jednak daje się zauważyć, że dokonane imiesłowy bierne łączą się (mogą się łączyć) z czasownikiem zostać, który (poza tym) nie występuje jako łącznik w orzeczeniach imiennych. Jednak nawet jeśli zinterpretujemy stronę bierną jako orzeczenie imienne, i tak będzie istniała zasadnicza różnica między imiesłowami a przymiotnikami:

Jak widać, stronę bierną da się zamienić na stroną czynną. Taka transformacja z orzeczeniem przymiotnikowym się nie powiedzie.


Dopełnienie sprawcy

Cechą strony biernej jest to, że czasownik dopuszcza dopełnienie sprawcy wyrażone przy pomocy konstrukcji przez + biernik lub przy pomocy narzędnika – w wypadku, gdy chodzi o narzędzie bądź bezosobową siłę. Czasem używane są jeszcze inne konstrukcje. Wyrażenie agensa jest możliwe także przy samym imiesłowie biernym (użytym w funkcji atrybutywnej). Przymiotniki występujące jako orzeczniki nie mają możliwości łączenia się z omawianymi konstrukcjami.

W tzw. lingwistyce zachodniej mówi się ostatnio dużo o tym, że użycie strony biernej wiąże się ze zmniejszeniem walencji czasownika o 1 (Dixon i inni). Istota strony biernej, przynajmniej w polskim, w łacinie, grece, a także (o dziwo) w angielskim, polega jednak na tym, że argument czasownika, wyrażający agensa, staje się niekonieczny (często jest jednak domyślny). Ważne jest jednak, że miejsce dla agensa nie jest zamknięte, i przynajmniej potencjalnie może on być w zdaniu przywrócony. Jest to kolejne uzasadnienie potrzeby odróżnienia imiesłowów od przymiotników. Przymiotniki nie wyrażają bowiem agensa przy pomocy omawianej konstrukcji, zresztą w ogóle nie ma tu mowy o agensie. Omawiana właściwość uzasadnia także odróżnienie strony biernej od orzeczenia imiennego z przymiotnikiem w roli orzecznika.


Imiesłowy – podsumowanie

Jak widzieliśmy poprzednio, połączenia w rodzaju jest pisany nie różnią się formalnie np. od jest długi. Różnica składniowa jest jednak istotna: tylko w pierwszym wypadku mamy możliwość dodania dopełnienia sprawcy (np. list jest pisany przez Marka). Istnieją jednak także połączenia typu jest napisany, które jednak praktycznie wykluczają podanie dopełnienia sprawcy: zamiast wątpliwego jest napisany przez Marka powiemy raczej został napisany przez Marka.

Tylko zdania, w których jest lub przynajmniej może być podane dopełnienie sprawy, mogą być wyrażone także w stronie czynnej:

Zauważmy przy tym, że niemożliwe przy tym jest tak *został długi, jak i *został pisany, natomiast został napisany jest jak najbardziej poprawne. Do tego wszystkiego dodajmy ważne spostrzeżenie, że forma piszący nie łączy się w języku polskim ani z jest, ani z został.

Innymi słowy, gdyby traktować stronę bierną jako konstrukcję czysto analityczną, należałoby jeszcze precyzyjnie określić zakres jej używalności. I tak, z czasownikiem być łączą się imiesłowy bierne, ale nie czynne, ale tylko imiesłowy bierne niedokonane pozwalają przyłączyć dopełnienie sprawcy. Z czasownikiem zostać nie łączą się natomiast ani imiesłowy czynne, ani imiesłowy bierne niedokonane, a jedynie imiesłowy bierne dokonane.

Formacje w rodzaju jest pisany oraz został napisany wyróżniają się zatem od typowych konstrukcji składniowych złożonych z łącznika i orzecznika przymiotnikowego (w rodzaju jest długi) w kilku punktach:

Mówiąc prościej, formacje określane jako strona bierna (przez zwolenników wyróżniania takiej kategorii) nie różnią się (mogą nie różnić się) formalnie od typowych konstrukcji składniowych, ale wykazują kilka tylko sobie właściwych cech, ściśle związanych z kategoriami fleksyjnymi, a nie składniowymi (przede wszystkim z kategorią aspektu). Model uwzględniający istnienie strony biernej jest prostszy i przy pomocy mniej zawiłych sposobów pozwala opisać budowę tej formacji i jej właściwości składniowe, takie jak łączliwość z dopełnieniem sprawcy czy zdolność transformacji do zdania w stronie czynnej.

Podsumowując należy stwierdzić wyraźnie, że celem przedstawionych wywodów nie jest ani rozpaczliwa obrona myśli Szobera i Klemensiewicza (czy gramatyków łacińskich), ani tym bardziej forsowanie własnych pomysłów. W teorii gramatyki bez części zdania, bez strony i bez imiesłowów można bowiem zobaczyć jedynie model opisu języka, alternatywny wobec modelu szkolnego, który jest wciąż popularny. Model określany błędnie jako „współczesny” nie jest wcale lepszy od klasycznego, jest po prostu inny. Ma swoje zalety, ma też jednak rozliczne wady, a nade wszystko jest (wbrew pozorom!) słabo uzasadniony w niektórych punktach, i będzie musiał wcześniej czy później ulec modyfikacji i zbliżeniu do modelu klasycznego.

Trudno na przykład zgodzić się z tym że model „współczesny” operuje ściślejszymi terminami: przecież np. definicja wyrazu wciąż jest dość arbitralna, a termin „imiesłowowość” – głęboko nieintuicyjny i mylący. Na takich właśnie arbitralnych definicjach buduje się wątpliwe podstawy teoretyczne usuwające kategorię strony z systemu języka. W określeniu „współczesna” gramatyka języka polskiego występuje natomiast zdecydowane nadużycie semantyczne, które ma chyba zawierać element nieuzasadnionej oceny tego podejścia jako „lepsze”.

Z modelu „współczesnego” usunięto całkowicie (lub niemal całkowicie) teorię części zdania i kategorię strony, co spowodowało, że przestano zauważać różnice dostrzegane przez tzw. „gramatykę szkolną”. Rzekomy porządek, wynikający z rezygnacji z kategorii strony i z traktowania imiesłowów jak przymiotniki, jest porządkiem złudnym, a przede wszystkim jego podstawy są bardzo kruche. Na przykład w gramatyce szkolnej wystarczy powiedzieć, że imiesłowy bierne łączą się z agensem wyrażonym odpowiednią konstrukcją, a przymiotniki nie mają tej właściwości, za to w „gramatyce współczesnej” nie ma możliwości prostego wyrażenia tej samej myśli. Jest to jej zdecydowany mankament.


Strona bierna rezultatywna i procesualna

Zamiast mówić o stronie biernej, można po prostu mówić o konstrukcji biernej, a takie pojęcie zdaje się nikomu nie przeszkadzać (Saloni 2005:13). Zauważmy jednak, że istnieje szereg typów takich konstrukcji. Według Bańki (Bańko 2007:174), typów tych jest cztery. W rzeczywistości można się ich jednak doliczyć sześć:

  1. wędliny są pakowane,
  2. wędliny bywają pakowane,
  3. wędliny zostały zapakowane,
  4. wędliny zostają zapakowane,
  5. wędliny są zapakowane,
  6. wędliny bywają zapakowane.

Dwie ostatnie konstrukcje (5 i 6) Bańko pominął w swoim zestawieniu. Zasługują one na określenie konstrukcji biernych rezultatywnych, gdyż różnią się one od czterech poprzednich (1–4), które określa się jako konstrukcje bierne procesualne.

Potencjalnie istnieją dalsze dwie konstrukcje „bierne”: *wędliny stały się zapakowane i *wędliny stają się zapakowane. Istnieją jednak poważne wątpliwości, czy zdania takie są poprawne. Niewątpliwie zdarza się, że stawać się/stać się występuje jako łącznik, nie wiadomo jednak, czy słuszne jest w takich przypadkach mówienie o konstrukcji biernej. Są to raczej normalne zdania z orzeczeniem imiennym.

Imiesłów bierny niedokonany jest podstawą do utworzenia konstrukcji 1 i 2, natomiast imiesłów bierny dokonany – konstrukcji 3, 4, 5 i 6. Zasadniczy problem polega na tym, że nie wszystkie czasowniki tworzące jedną z tych 6 konstrukcji budują też wszystkie pozostałe. Szukanie zasad rządzących językiem jest celem nadrzędnym gramatyki. Stwierdzenie, że od niektórych czasowników (których?) da się utworzyć „przymiotniki” (faktycznie imiesłowy przymiotnikowe) o znaczeniu biernym wcale sprawy nie rozwiązuje.


Różnice między różnymi konstrukcjami biernymi

Czasowniki mogą wyrażać (niezmienne) stany jakiegoś podmiotu (np. stoi, jest), albo też zmiany stanu, które wiążą się zawsze z jakimś działaniem (czynnością). Od czasowników wyrażających czynności możliwe jest często utworzenie imiesłowu biernego (ogólnie: jeśli czasownik jest przechodni) – to wszystko są sprawy dość oczywiste. Problem zaczyna się jednak, gdy uświadomimy sobie, że niektóre stany są rezultatami wcześniej dokonanych czynności.

Choć język polski unika konstrukcji biernych, to jednak są one niejednokrotnie bardziej precyzyjne niż konstrukcje czynne. Obok zdania robotnik pakował wędliny zawierającego czasownik w aspekcie niedokonanym istnieje zdanie robotnik zapakował wędliny w aspekcie dokonanym.

Jeżeli zdanie zawiera konstrukcję bierną, istnieje jednak więcej możliwości. Pierwsze z podanych zdań możemy bowiem przekształcić, w zależności od znaczenia, na wędliny były pakowane przez robotnika lub wędliny bywały pakowane przez robotnika. Drugie zdanie ma znaczenie zdecydowanie iteratywne – jak widać przy biernej konstrukcji zdania istnieją możliwości, których przy konstrukcji czynnej może brakować.

Zdanie wędliny zostały zapakowane jest naturalnym odpowiednikiem czynnego dokonanego robotnik zapakował wędliny. Z kolei zdanie wędliny zostają zapakowane ma przede wszystkim znacznie habitualne. Zdaje się sugerować, że czynność ma charakter stały lub powtarzający, a jej rezultat jest wyraźnie dokonany.

Okazuje się jednak, że istnieją dwa dalsze sposoby wyrażenia zajścia jakiejś przechodniej czynności – poprzez wyeksponowanie jej rezultatu. Konstrukcje rezultatywne nie odpowiadają dokładnie żadnym zdaniom w stronie czynnej. Przy tym wędliny są zapakowane jest prostym stwierdzeniem stanu będącego rezultatem czynności, natomiast wędliny bywają zapakowane podkreśla iteratywny charakter tego stanu (sugerując, że zachodzi on tylko czasami).


Czasowniki tworzące różne typy konstrukcji biernych

Czasowniki zdolne do tworzenia procesualnych konstrukcji biernych określa się jako przechodnie. Przechodniość (tranzytywność) i zdolność tworzenia strony biernej nie zawsze używane są jednak wymiennie.

Czasowniki takie jak dostrzegać/dostrzec, pakować/zapakować, zabierać/zabrać wymagają w stronie czynnej dopełnienia w bierniku (dostrzec kogoś/coś, zapakować coś, zabrać coś). Dopełnienie to wyrażane jest w formie przeczącej w dopełniaczu (nie dostrzec kogoś/czegoś), a w stronie biernej staje się podmiotem, który jest wyrażony w mianowniku (ktoś został dostrzeżony). Takie czasowniki uważa się za przechodnie.

Do grupy czasowników przechodnich zalicza się też czasowniki takie jak dolewać/dolać, które są bardzo podobne do czasowników grupy poprzedniej, jednak w czynnej formie twierdzącej i przeczącej wymagają dopełnienia w dopełniaczu (dolewać czegoś). To nie przeszkadza w zdolności tworzenia procesualnej strony biernej (np. benzyna została dolana do baku).

Trzecią, niezbyt liczną podklasę czasowników przechodnich stanowią np. rządzić, wzgardzić. W stronie czynnej wymagają one dopełnienia w narzędniku (prezydent rządzi państwem), co nie przeszkadza im tworzyć regularną stronę bierną (państwo jest rządzone przez prezydenta).

Nie wszystkie czasowniki łączące się z narzędnikiem lub dopełniaczem podlegają transformacji biernej. Należą tu przykład handlować (czymś) oraz bać się (czegoś). Takie czasowniki uznajemy za nieprzechodnie. Możemy wręcz stwierdzić, że wszystkie czasowniki używane z partykułą się są nieprzechodnie.

Także nie wszystkie czasowniki łączące się z biernikiem są przechodnie. Przechodnie nie jest pójść, gdyż w zdaniu poszedł w las czasownik nie łączy się z biernikiem, ale z wyrażeniem przyimkowym. Przechodnim nie nazwiemy boleć, ponieważ w zdaniu Teresę boli ręka element wyrażona w bierniku stanowi logiczny podmiot, a zdanie nie podlega transformacji biernej. Specjalny wypadek przedstawia czasownik kosztować. Zauważmy najpierw, że w zdaniu Załatwienie tej sprawy kosztowało Halinę krowę występują dwa bierniki, co jest w języku polskim zjawiskiem wyjątkowym. Jednak biernik krowę nie pełni roli dopełnienia, ale okolicznika miary. Z tego względu też nie może stać się podmiotem przy ewentualnej transformacji biernej. Wyraz Halinę nie oznacza również typowego dopełnienia i pod wieloma względami przypomina wyraz Teresę, który w zdaniu poprzednim pełnił funkcję logicznego podmiotu. Skoro podanego zdania nie da się poddać transformacji biernej, czasownik kosztować uznamy za nieprzechodni.

Istnieją na koniec czasowniki, które łączą się z biernikiem i nie wykazują żadnej osobliwości poza tym, że albo nie tworzą imiesłowu biernego, albo używany jest on bardzo rzadko i niechętnie. Tu należy mieć, którego imiesłów bierny miany pozostaje formą w wysokim stopniu teoretyczną. Podobnie teoretyczną formą pozostaje przeskrobany. Swobodnie używa się dokonanego został dostrzeżony, ale z oporami niedokonanego jest dostrzegany. Zupełnie nie tworzy imiesłowu biernego obejść, zapewne z przyczyn formalnych. Jest to bowiem czasownik supletywny (obejdzie – obszedł) i nie za bardzo wiadomo, od którego tematu ewentualny imiesłów bierny utworzyć (został *obejdziony?). Nieprzechodniość tego czasownika jest jednak wysoce wątpliwa, skoro jego odpowiednik niedokonany obchodzić jest na pewno przechodni (jest obchodzony). Podobnie zachowują się najść i przejść.


Czasowniki kwazitranzytywne

Wyróżnia się też dość liczną grupę dokonanych czasowników kwazitranzytywnych, które normalnie używane są z partykułą się, i od których tworzy się formę formalnie identyczną z imiesłowem biernym, używaną tylko w konstrukcjach rezultatywnych. Jeśli nawet istnieje przy tym także czasownik używany bez się, to tworzona od niego strona bierna (procesualna) używana jest z oporami.

Przykłady czasowników kwazitranzytywnych:

Jako kwazitranzytywne określa się też dokonane czasowniki nieprzechodnie, od których tworzona jest forma identyczna z imiesłowem biernym, mająca jednak znaczenie czynne, np. chybiony, dorośnięty, dozwolony, ochrypnięty, przelęknięty, ścierpnięty, wyblaknięty, wypoczęty, zachwiany, zapłakany, zbzikowany. Wszystkie tego typu formy, niełączące się z zostać i nietworzące procesualnej strony biernej, najlepiej uznać za przymiotniki odczasownikowe, a nie za imiesłowy bierne.

Bibliografia



Przypisy

1. W gramatyce łacińskiej „czasem” nazywa się zwykle zbiór form fleksyjnych zgodnych co do trybu, czasu i strony, a więc różniących się tylko wartością kategorii osoby i liczby, co bywa niekiedy mylące. W gramatyce gruzińskiej używany jest w tym znaczeniu termin mc̣ḳrivi, ang. screeve.

2. Wśród 7 kryteriów zamiany poimka w końcówkę pięć sformułował Oinas: a) zbliżenie struktury poimka do struktury dawnych końcówek przypadkowych, b) ścisły kontakt poimka z imieniem, c) fonetyczna struktura charakterystyczna dla sylaby niepoczątkowej, d) pojawienie się wariantów związanych z harmonią samogłosek (w tych językach, gdzie harmonia istnieje), e) związek zgody wyrazu określającego, tj. konieczność użycia końcówki także z określającym przymiotnikiem. Ponadto Zajcewa zaproponowała dwa dalsze kryteria: f) redukcja fonetyczna poimka przy przejściu w końcówkę, g) niezdolność prawdziwych końcówek do występowania w charakterze wyrazów samodzielnych o charakterze przysłówków.